Kiedyś był aerobik, callanetics, ewentualnie jogging. Teraz w fitness klubach królują: Jukari, TBC, ABT, Pilates, Fit to Flex, Pure Pump, Pure Fire, Fat Burning, Cycling, Power Step, Fitball,….i dziesiątki, a może i setki innych zajęć. Można też wykupić tzw. treningi personalne – po naszemu – indywidualne ćwiczenia z osobistym trenerem/instruktorem
1 | 2 | »
- Jaki sport uprawiasz? – zadał mi pytanie trener, wypełniając ostatnio moją ankietę zdrowia.
- Sport???.....hmmm – właściwie to chyba żadnego….. Pół roku temu chodziłam na pilates, ale tylko parę tygodni. No i aerobik - 17 lat temu, jak byłam jeszcze w liceum. – odparłam zawstydzona.
- Brak czasu? – kontynuował.
- Nie, czasu akurat mam sporo – przynajmniej byłam szczera - Raczej brak motywacji. Czas to się zawsze znajdzie, jak się czegoś chce. – dodałam, trochę moralizatorsko, po swojemu.
Przytoczona historia jest całkowicie prawdziwa. Ani fakty, ani osoby, ani słowa nie są tu zmyślone, a wszelkie podobieństwo do autentycznych postaci i zdarzeń jest celowe i mocno zamierzone.
Nie wiem, co mi się nagle stało, bo nigdy nie byłam typem sportowca (poza tym, że ćwiczyłam na dywanie w swoim pokoju i biegałam po pastwiskach). Tak naprawdę nie lubiłam lekcji w-f. W szkole miałam do perfekcji opanowane „niedyspozycje” i jednego tylko, nawet po latach, nie umiem zrozumieć – jak to możliwe, żeby co tydzień być „niedysponowanym” (w tamtych czasach lekcje wf –u odbywały się 1 raz w tygodniu)??!!!. Nie mam pojęcia, co nauczyciel wpisywał w mojej rubryce, ale kiedy reszta klasy skakała przez kozła, czy ćwiczyła inne „fikołki”, ja – zamiast siedzieć na ławce pod zimną ścianą, układałam piłki w magazynku, robiłam wuefiście zakupy, albo odbierałam jego dzieci z pobliskiego przedszkola.
Co mnie – totalnemu sportowemu leserowi - nagle się pozmieniało i poprzestawiało, że zaczęłam ćwiczyć? I to nie schowana przed światem w domu, na dywanie, a w całkowicie profesjonalnym klubie. Ba! Nawet członkostwo wykupiłam!
To nie jest tak, że ruchu potrzebują tylko dzieci. Jako dzieciaki dostajemy w prezencie lekcje w-f, SKS-y i międzyszkolne zawody, jako dorośli – pokonujemy codziennie sztafety w pracy, mięśnie ćwiczymy dźwigając siaty z zakupami, i „ścigamy się” po mocno wyślizganych przez poprzedników - szczeblach kariery. Kobiety dodatkowo ścigają się jeszcze o ładniejszy makijaż czy bardziej różową sukienkę…
Owszem, dzieciom jest o wiele łatwiej, bo nie muszą niczego szukać, ani nad niczym się zastanawiać. Sport mają podany na tacy. Zresztą, młode organizmy tak bardzo potrzebują ruchu, że całe są z tego ruchu zbudowane, i nawet jak się nie ruszają, to i tak są jednym wielkim RUCHEM.
My, dorośli, o swój sport musimy się sami postarać. Lekcji już nie ma, pana od wf-u też, nikt nam nic nie każe, nie ma potrzeby zgłaszania „niedyspozycji”. Wszystko jest w naszych rękach.
I piękne to – i trudne. I przede wszystkim – odpowiedzialne.
1 | 2 | »