Razem z ratownikami górskimi apelujemy do narciarzy i snowboardzistów, aby zawsze jeździli w kaskach. Ma to związek z coraz większą liczbą wypadków – niestety również tych tragicznych
1 | 2 | »
Tylko na terenie działania Grupy Podhalańskiej GOPR doszło w tym sezonie aż do 200 wypadków narciarskich.
Jazda w kasku jest już obowiązkowa w krajach alpejskich, na przykład we Włoszech jeździć muszą w nich dzieci do 14. roku życia. Za jazdę bez kasku grozi kara w wysokości 150 euro, nałożona przez policję lub karabinierów na rodziców dzieci.
Zmiany w charakterze obrażeń
– Prowadziliśmy analizy wypadków, do jakich dochodzi na stokach narciarskich. Wynika z nich, że zupełnie zmienił się charakter urazów. O ile kiedyś najczęstszymi urazami były na przykład złamania nóg, to obecnie są to jednak urazy głowy – mówi Piotr van der Coghen, naczelnik Jurajskiej Grupy GOPR w Podlesicach.
 |
| Nawet kozice nie uciekają przed narciarzami w kasku... |
Okazuje się, że zmieniły się zupełnie także warunki na stokach narciarskich. Kiedyś, gdy narciarz wyleciał z trasy, to zwykle lądował w puszystym śniegu na stoku. Teraz stoki są ratrakowane i sztucznie naśnieżane.
– Są gładkie jak stół. Wielu narciarzy używa też nart carvingowych. Są bardzo szybkie. Często po wypadnięciu z tak gładkiego stoku narciarz ląduje na drzewie lub na przykład dochodzi do zderzenia z innym narciarzem. Skutki są naprawdę groźne. Dlatego powinno się osłaniać głowę – dodaje naczelnik van der Coghen.
1 | 2 | »