Pamiętacie jeszcze tę bajkę o chłopcu, któremu wpadały do głowy niezwykłe pomysły a ich pojawienie uwidaczniało się za każdym razem skaczącą na jego głowie piłeczką??? Ja myślę o nim za każdym razem, gdy na szkolenie trafiają osoby, które zapytane o swoją przygodę z fitness odpowiadają – to jest mój pierwszy kontakt z fitnessem, nigdy nie byłem na takich zajęciach.
fit.pl
2005-11-22 00:00
Udostępnij
Syndrom Dobromira
Pamiętacie jeszcze tę bajkę o chłopcu, któremu wpadały do głowy niezwykłe pomysły a ich pojawienie uwidaczniało się za każdym razem skaczącą na jego głowie piłeczką??? Ja myślę o nim za każdym razem, gdy na szkolenie trafiają osoby, które zapytane o swoją przygodę z fitness odpowiadają – to jest mój pierwszy kontakt z fitnessem, nigdy nie byłem na takich zajęciach.

Potem nastaje cisza a ja znowu się zastanawiam skąd się biorą te piłeczki nad ludzkimi głowami.???

 

 

I tworzę ciągle nowe porównania – a to, że nie można być nauczycielem gry na fortepianie samemu nie umiejąc na nim grać, albo, że nie sposób być instruktorem nauki jazdy nie siedząc nigdy wcześniej za kierownicą samochodu, lub, że nie da się wytłumaczyć sprowadzania ułamków do wspólnego mianownika samemu nie umiejąc ich dodać... I można by te porównania mnożyć bez końca a i tak historia znowu się powtarza i znowu słyszę – ja nie pamiętam jak nazywa się ten krok. Więc jak chcesz nauczyć innych obcego języka nie znając nawet alfabetu?!? Jak możesz narażać się na występ przed grupą, której każdy uczestnik ma od ciebie większe doświadczenie – przynajmniej jako klient? Jak chcesz nauczyć się panowania nad grupą nie panując nad własnym ciałem, jak zdołasz poprawić błędy nie zdając sobie z nich sprawy, jak wyegzekwujesz prawidłową postawę, gdy Twoja pozostawia wiele do życzenia?!? Jak nauczysz choreografii, gdy nawet nie potrafisz jej wykonać, jak wymusisz zmianę obciążeń, gdy przygniata cię sztanga, jak utrzymasz intensywność, gdy brakuje Ci tchu?!? Jak odpowiesz na pytania klientów skoro nie czytasz, nie sprawdzasz, nie jesteś na bieżąco?!?

Ja to nazywam syndromem Dobromira, pomysłowego Dobromira, – który wpadł na pomysł, bo za nisko podnosił nogi i za słabo się rozglądał albo, co gorsza nie rozglądał się wcale. Zamyślił się biedaczek, potknął i przewrócił – oby tylko nie miał rąk w kieszeniach albo zdążył je wyjąć.

 

Najlepszym lekarstwem na tę chorobę jest żmudna praca u podstaw, trening w roli klienta aż do momentu, gdy na najtrudniejszych zajęciach w pierwszym rzędzie bez problemu dasz sobie radę. Wtedy podejmuj decyzję – tylko, że zwykle wtedy świadomość stawia nam samym dużo więcej ograniczeń!

 

Agnieszka Czajkowska
www.fit.pl