W szczupłym ciele chory duch, czyli tajemniczy syndrom TOFI

Wszyscy marzą dziś o zgrabnej sylwetce, w końcu smukła figura jest zawsze w modzie. Dlatego coraz więcej osób pilnuje, by wskaźnik na ich wadze nie przekraczał niepokojącego punktu. Tymczasem eksperci przekonują, że to nie wystarcza – jak się okazuje osoby szczupłe również mogą chorować na otyłość! Jak to możliwe? Odpowiedzią jest tzw. syndrom TOFI 
fit.pl
2016-08-16 00:00
Udostępnij
W szczupłym ciele chory duch, czyli tajemniczy syndrom TOFI


TOFI to skrót z języka angielskiego, oznaczający thin outside – fat inside, czyli szczupły z zewnątrz, otyły w środku. Mało kto zdaje sobie sprawę z istnienia tego zjawiska, mimo że problem występuje coraz częściej. O co tak naprawdę chodzi? Okazuje się, że nawet z pozoru szczupłe osoby o prawidłowej masie ciała mogą mieć zmagazynowane pokłady tkanki tłuszczowej, zawarte między narządami, mięśniami, a nawet w samych organach.

– Osoba borykająca się z takim zaburzeniem, zbiera tkankę tłuszczową głównie w jamie brzusznej, natomiast ma mało tkanki tłuszczowej podskórnej, i tak naprawdę jest chora metabolicznie – tłumaczy lekarz i dietetyk kliniczny doc. dr hab n. med. Lucyna Ostrowska, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością, inicjatora kampanii Zarządzanie Kaloriami.

Co zatem powinno nas zaniepokoić? Dietetycy tłumaczą, że z syndromem TOFI mamy do czynienia, gdy zawartość tłuszczu wynosi ponad 20-25 proc. u mężczyzny, a u kobiety ponad 30-37 proc. Dlatego ważne, aby przynajmniej raz w roku wykonać podstawowe badania krwi, takie jak morfologia, lipidogram (cholesterol LDL, cholesterol HDL oraz triglicerydy), glukoza i insulina, oraz zmierzyć ciśnienie tętnicze. Ich wyniki pokażą nam, czy w środku naszego ciała dzieje się coś niepokojącego.

– Kolejnym krokiem do zdiagnozowania TOFI jest pomiar tkanki tłuszczowej w okolicach brzucha oraz tkanki tłuszczowej podskórnej. Nie jest to jednak to samo badanie, które może wykonać dietetyk najprostszym sprzętem i które wskazuje tylko całkowitą zawartość tkanki tłuszczowej i beztłuszczowej masy ciała, ale bardziej skomplikowane, wymagające specjalnych urządzeń. Wydaje się, że na ten moment najwłaściwszą metodą diagnozy są skany tkanki tłuszczowej podskórnej i brzusznej, tomografia komputerowa lub tzw. metoda DEXA pozwalająca na automatyczne wyliczenie masy i objętości tkanki tłuszczowej w okolicach brzucha – dodaje doc. dr hab n. med. Lucyna Ostrowska.

Czynnikiem, który sprzyja TOFI, jest nieświadomość jego istnienia. Osoby szczupłe, zadowolone ze swojego wyglądu, często nie interesują się swoim stanem zdrowia, bo nic nie wzbudza ich podejrzeń. Ten paradoks utrudnia wykrycie problemu oraz przekonanie osób cierpiących na tę przypadłość do zmiany niezdrowych nawyków, co jest kluczowe przy takim rodzaju zaburzenia. A trzeba pamiętać, że wewnętrzna otyłość zwiększa ryzyko zachorowania na choroby układu krążenia, cukrzycę typu 2, a nawet zawału.

Co robić, aby nie dać się TOFI? Najlepszym lekarstwem jest umiejętne zarządzanie kaloriami, czyli utrzymywanie prawidłowego bilansu energetycznego połączone z regularną aktywnością fizyczną. Pamiętajmy jednak, że zadowalająca cyfra na wadze to nie wszystko! Jeśli osiągniemy ją drastycznymi dietami, nieregularnym jedzeniem w pośpiechu i nie zadbamy przy tym o odpowiednią aktywność fizyczną, też możemy znaleźć się w grupie osób otyłych metabolicznie. Najważniejszym elementem zapobiegawczym jest zatem racjonalna, zróżnicowana dieta oraz bilansowanie posiłków i drobnych przyjemności wysiłkiem fizycznym.

www.fit.pl