Korzystanie z nitki dentystycznej lub innego akcesorium do oczyszczania przestrzeni międzyzębowych nie powinno być ekstrawagancją, a codzienną rutyną – przekonują dentyści. Sama szczoteczka, nawet najwprawniej używana, nie dotrze do wszystkich przestrzeni pomiędzy ciasno ułożonymi zębami lub kieszonek dziąsłowych, a to właśnie tam zalegają resztki po jedzeniu i rozwija się groźny biofilm bakteryjny.
Nić na co dzień i do zadań specjalnych
Nitka dla wielu jest podstawowym wyborem. Jej użycie nie wymaga specjalnego przygotowania, opakowanie jest kompaktowe, więc można ją zabrać ze sobą w podróż czy do pracy, a przy tym jest przystępna cenowo. Niektórym jej używanie może jednak nastręczyć trudności, bo trzeba zaangażować obie ręce i wykazać się niemałym wyczuciem.
– Jej podstawową funkcją jest mechaniczne oczyszczanie przestrzeni międzyzębowych i kieszonek z resztek jedzenia oraz płytki bakteryjnej. To właśnie płytka odpowiada za rozwój stanów zapalnych dziąseł, a później nawet paradontozy, czy też w dużej mierze po prostu próchnicę. Różne typy patogennych bakterii znajdują w trudno dostępnych miejscach sprzyjające miejsce do rozwoju, dlatego oprócz szczotkowania nitkowanie powinno być nieodzownym elementem codziennej higieny jamy ustnej – przekonuje lek. dent. Maria Miedzianowska z Centrum S-Dent Medicover Stomatologia w Łodzi.
Nitka dentystyczna ma już swoją wieloletnią historię, a obecnie w sklepach, drogeriach i aptekach znaleźć można mnóstwo jej odmian dopasowanych do indywidualnych potrzeb. Są więc nitki z warstwą teflonu, z fluorkami i bez, z aminofluorkiem, węglem aktywnym, ponadto nitki pęczniejące niczym gąbka – do większych przestrzeni i cieniutkie, nawoskowane – do tych najwęższych. Osoby z chorobami dziąseł wybiorą te z lekami przeciwdrobnoustrojowymi, a osoby z aparatami ortodontycznymi – takie o pocienionych niczym w sznurówce końcówkach.
– Pierwszym sygnałem, że trzeba pomyśleć o innej metodzie, jest to, że kupiliśmy ją, użyliśmy kilka razy, a szpulka leży i się kurzy. Nitka, żeby była skuteczna, musi być używana. Nie ukrywajmy, że wymaga to pewnej wprawy, bo należy oderwać kilkudziesięciocentymetrowy kawałek, rozpiąć krótki fragment pomiędzy palcami obu dłoni i sukcesywnie, po kolei oczyszczać każdy ząb. Niektórym jest łatwiej sobie wyrobić taki nawyk, innym trudniej – opisuje dentystka i wyjaśnia: – Wbrew pozorom krwawienie dziąseł wcale nie jest takim sygnałem, że nitka nie jest dobrą metodą, a wskazówką dla nas, że właśnie trzeba to robić, bo gdzieś mógł rozwinąć się stan zapalny.
Korzystanie ze standardowej nitki dentystycznej nie zawsze będzie wskazane. Są wyjątkowe sytuacje, kiedy trzeba dobrać inną metodę.
– Nitkowanie będzie niewskazane, gdy u pacjenta doszło do rozwoju stanu zapalnego (periimplantitis) wokół implantu i/lub uległ on częściowemu odsłonięciu. Nitka może się strzępić o jego szorstką powierzchnię, a w konsekwencji zostawiać drobiny, które utrudnią gojenie – przestrzega ekspertka S-Dent Medicover Stomatologia.
Czy tu sprawdzi się irygator?
Strumieniem wody w dziąsła
Choć irygator ma dużo krótszą historię od nici dentystycznej, to nie można go nazwać nowością – pierwsze wersje urządzenia powstały w Stanach Zjednoczonych już w latach 50. ubiegłego wieku. Współcześnie mamy więcej modeli, z większą liczbą trybów oraz – co ważne – wersje bezprzewodowe. Ich podstawowa funkcja pozostała jednak niezmienna: oczyszczanie trudno dostępnych, ciasnych zakamarków między zębami oraz coś, o co trudno przy nitce – masaż dziąseł.
– Irygator będzie miał porównywalną lub nawet większą skuteczność niż nić dentystyczna, więc jeśli ona nie przypadła nam do gustu, to powinniśmy się rozejrzeć za egzemplarzem urządzenia dla siebie. Oczywiście trudno go będzie nosić w torebce, więc z nitką nie powinniśmy się żegnać całkowicie. Irygator natomiast sprawdzi się zarówno przy stanach zapalnych dziąseł, podczas leczenia ortodontycznego, po leczeniu implantologicznym, jak i jako element codziennej profilaktyki i higieny. Trzeba pamiętać, że nie jest to urządzenie bezobsługowe, a więc trzeba o nie dbać: czyścić końcówki, wymieniać wodę, zapewnić odpowiednie warunki do wyschnięcia, no i oczywiście ładować lub mieć dostęp do gniazdka elektrycznego – opisuje lek. dent. Maria Miedzianowska.
Prawidłowe użycie irygatora wymaga pochylenia się nad umywalką i przynajmniej lekko otwartych ust, bo ilość wody wyrzucanej pod ciśnieniem jest naprawdę spora. Samo ciśnienie powinno być tak dobrane, by nie powodowało bólu czy dyskomfortu, jednak miało tyle siły, by usuwać niechciane pozostałości z posiłków.
– Mamy korzystne dane z badań, jeśli chodzi o skuteczność irygatorów w terapii stanów zapalnych dziąseł. Ich sumienne używanie prowadzi do zmniejszenia głębokości kieszonek i poprawy przyczepu dziąsłowego. Poza tym mogą one być stosowane przez osoby noszące tradycyjny, stały aparat ortodontyczny, by usuwać zalegające resztki spomiędzy zębów, jak i elementów aparatu. Wielu producentów dołącza zestaw końcówek, które ułatwią dopasowanie do indywidualnych potrzeb lub preferencji. W tej kwestii pomocna będzie również konsultacja z dentystą lub higienistką stomatologiczną, którzy podpowiedzą, jak prawidłowo stosować urządzenie, by jak najlepiej wykorzystać jego możliwości w profilaktyce – zachęca ekspertka.
Szczoteczka międzyzębowa lepszą alternatywą?
W wielu przypadkach preferowanym rozwiązaniem, łączącym skuteczność irygatora i praktyczność nici dentystycznej, może okazać się... szczoteczka międzyzębowa, zwana też: interdentalną. Nie ma jednego określonego typu, a każdy producent zaprojektował swoje, często zupełnie odmienne od pozostałych modele. Przeważnie jest to włosie rozlokowane naokoło cienkiego drucika umieszczonego w plastikowym uchwycie. Nie ma więcej niż kilka centymetrów długości, by można było uchwycić ją kciukiem i palcem wskazującym. Główka może być umieszczona pod kątem lub w przedłużonej rękojeści. Dostępne są też „szczoteczki" w postaci wykałaczki z gumowymi, gęsto rozlokowanymi okrężnie wypustkami.
– To, na co przede wszystkim powinniśmy zwrócić uwagę, to średnica główki szczoteczki. Producenci umieszczają informację o tym na opakowaniu, w milimetrach, często z dziesiętną dokładnością. Powinniśmy je dobrać do własnych potrzeb, tak by swobodnie mieściła się w tych najciaśniejszych przestrzeniach. Nie zawsze będzie to możliwe, więc w tych przypadkach higienę uzupełniamy nie inaczej: nicią bądź irygatorem – tłumaczy dentystka.
Co ciekawe, wybór szczoteczki międzyzębowej w zamian za irygator czy nić ma za sobą mocne argumenty naukowe. W badaniach i metaanalizach często okazuje się skuteczniejsza w ograniczaniu płytki bakteryjnej i stanu zapalnego dziąseł. Między innymi dlatego też Europejska Federacja Periodontologiczna zaleca ją jako pierwszy wybór w oczyszczaniu przestrzeni międzyzębowych, jeśli pozwala na to jej szerokość.
Dentystka przestrzega:
– W drogeriach i aptekach spotkamy się także z niciowykałaczkami, które mają fragment nici rozpięty pomiędzy przęsełkami. To bardzo wygodne w restauracji czy pracy, jednak w tym przypadku problemem jest pojedynczy, krótki fragment nici i bakterie ze zmienionych chorobowo dziąseł możemy przenosić na zdrowe. Ponadto: nie stosujmy w ogóle zwykłych, drewnianych wykałaczek, które mogą sprzyjać recesji dziąseł.
Niezależnie od tego, po które akcesorium sięgniemy, jest jeden warunek jego skuteczności: trzeba go używać regularnie i prawidłowo. Najbardziej zaawansowany technologicznie irygator nie zastąpi codziennej higieny, podobnie jak najlepsza nić dentystyczna nie pomoże, jeśli pozostanie nieużywana w szufladzie.