Z PCOS na PMOS. Lekarka: To furtka do wcześniejszej diagnostyki, wdrożenia profilaktyki grożących powikłań i bardziej kompleksowego leczenia

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) schorzenie znane dotychczas jako zespół policystycznych jajników (PCOS) dotyka szacunkowo 10–13% pacjentek w wieku rozrodczym, a nawet 70% spośród nich może pozostawać niezdiagnozowanych. W maju br. międzynarodowy zespół ekspertów opublikował na łamach czasopisma naukowego „The Lancet” artykuł, w którym zaproponował zmianę nazwy tej choroby na wieloendokrynny zespół metaboliczno-jajnikowy (PMOS). Dr n. med. Dorota Prządka-Rabaniuk przyznaje, że nowe nazewnictwo ma szansę przyczynić się do zwiększenia świadomości schorzenia, poprawy diagnostyki i bardziej kompleksowej opieki nad pacjentkami. PCOS to teraz PMOS
Aleksandra Załęska
Dzisiaj 16:14
Udostępnij
Z PCOS na PMOS. Lekarka: To furtka do wcześniejszej diagnostyki, wdrożenia profilaktyki grożących powikłań i bardziej kompleksowego leczenia

Zaburzenia owulacji objawiające się nieregularnymi miesiączkami lub ich brakiem, obraz policystycznych jajników stwierdzony w badaniu ultrasonograficznym (USG), objawy kliniczne hiperandrogenizmu (np. nadmierne owłosienie, trądzik czy wypadanie włosów) lub podwyższony poziom tych hormonów we krwi stanowią składowe kryteriów rotterdamskich, według których, gdy u pacjentki występują co najmniej dwa z tych trzech objawów, lekarz może postawić diagnozę PMOS.

Okazuje się jednak, że sprawa jest bardziej złożona.

U każdej pacjentki zestaw objawów PMOS może wyglądać inaczej. Czasami kobiety zgłaszają pojedyncze objawy różnym specjalistom, a inne całkiem bagatelizują. To jedna z przyczyn opóźnionej diagnostyki. Warto zauważyć również, że część pacjentek dotkniętych tym schorzeniem wcale nie ma w badaniu USG obrazu policystycznych jajników. Dotychczasowa nazwa choroby była więc nieprecyzyjna, bo skupiała się głównie na aspekcie płodności. Zaburzenia gospodarki hormonalnej i nieregularne miesiączki przyczyniające się do trudności z zajściem w ciążę są jednak tylko niektórymi z możliwych problemów, z którymi borykają się pacjentki dotknięte PMOS – komentuje ginekolożka, perinatolożka i seksuolożka kliniczna Dorota Prządka-Rabaniuk.

Problemy nie tylko z płodnością

Nowa nazwa pozwala także zwrócić uwagę na metaboliczne aspekty choroby, o których przy zespole policystycznych jajników (PCOS) niewiele się mówiło. Zagrożeń związanych z tą chorobą jest jednak więcej.

Konsekwencje zdrowotne PMOS wykraczają daleko poza problemy z płodnością. U tych pacjentek występuje także większe ryzyko chorób będących wynikiem przewlekle podwyższonego stężenia insuliny we krwi i innych zaburzeń metabolicznych, takich jak m.in. otyłość, cukrzyca, problemy sercowo-naczyniowe, rozrost endometrium i jego nowotwory czy też problemy natury psychicznej, jak depresja czy stany lękowe. Dlatego do tego schorzenia należy podchodzić interdyscyplinarnie, a w opiekę nad pacjentką często zaangażowani powinni być nie tylko ginekolodzy, ale także endokrynolodzy, dietetycy, diabetolodzy, dermatolodzy oraz specjaliści zdrowia psychicznego – mówi ekspertka.

Nowe podejście ma podkreślać znaczenie stałej opieki medycznej i corocznych kontroli.

Problem tkwi nie w samych objawach, ale w zaburzonych procesach metabolicznych. Dlatego pacjentki dotknięte PMOS wymagają długoterminowego monitorowania stanu zdrowia, a nie tylko zaleczania zgłaszanych dolegliwości. Sprawdzać powinno się m.in. poziom cholesterolu oraz insuliny, by w razie potrzeby wdrożyć odpowiednie leczenie. Często wskazane jest również stosowanie hormonalnej antykoncepcji lub progesteronu, aby chronić endometrium. Ważny jest także styl życia pacjentek, wprowadzenie zmian dotyczących diety i aktywności fizycznej. Utrzymywanie prawidłowej masy ciała i kontrola poziomu cukru we krwi są tu niezwykle istotne – dodaje.

Znaczenie badań klinicznych

- PMOS to zaburzenie przewlekłe, dlatego obecnie medycyna skupia się na profilaktyce, kontrolowaniu objawów i ograniczaniu długoterminowych konsekwencji zdrowotnych u pacjentek dotkniętych tym problemem. Nowa nazwa to krok w stronę lepszego zrozumienia i zwiększania świadomości społecznej na temat PMOS, które pomogą zmniejszać stygmatyzację chorych i zwiększać zainteresowanie problemem. A to może przyczyniać się do pozyskiwania większych środków na badania kliniczne dotyczące tej choroby. Tego typu projekty naukowe są niezwykle ważne, bo pozwolą nam przyspieszać postępy w diagnostyce, leczeniu oraz profilaktyce. Naukowcy od lat poszukują mutacji genetycznej, która odpowiada za to schorzenie. Wiemy już, że może być dziedziczne, ale do tej pory nie zidentyfikowano konkretnego zestawu genów odpowiadającego za rozwój choroby – mówi ekspertka.

Zmiana nazwy została wypracowana w ramach międzynarodowego konsensusu ekspertów i ogłoszona w maju na łamach czasopisma „The Lancet” (H. J. Teede, M. B. Khomami, R. Morman i in., Polyendocrine metabolic ovarian syndrome, the new name for polycystic ovary syndrome: a multistep global consensus process, „The Lancet”, Vol. 407, Issue 10545, 6.06.2026, s. 2329–2339).