– To święto bywa sprawdzianem naszej relacji z jedzeniem – zauważa ekspertka.
Jeden dzień nie zrujnuje formy
Z perspektywy fizjologii pojedyncza porcja słodkiego wypieku nie determinuje ani przyrostu masy ciała, ani pogorszenia parametrów metabolicznych. O bilansie energetycznym decyduje powtarzalność nawyków, nie jednorazowe odstępstwo.
Problem pojawia się wtedy, gdy jedzenie staje się impulsywne – bez kontroli porcji i bez refleksji nad sygnałami sytości. Nadmiar cukru i tłuszczu w krótkim czasie może powodować gwałtowne wahania glikemii, senność czy dyskomfort trawienny.
Co wybrać: pączka czy faworki?
Choć faworki uchodzą za „lżejsze”, ich forma sprzyja nieświadomemu podjadaniu. Są małe, kruche i trudno na nich zakończyć degustację.
Pączek natomiast stanowi zamkniętą, konkretną porcję. Daje większe poczucie sytości i łatwiej nad nim zapanować ilościowo. Z tego względu, jeśli celem jest kontrola kalorii, rozsądniejszym wyborem może być jeden klasyczny pączek zamiast kilku (lub kilkunastu) faworków.
Dla porównania:
-
tradycyjny pączek to ok. 280–320 kcal,
-
nowoczesne wersje z kremami pistacjowymi, słonym karmelem czy bitą śmietaną mogą przekraczać 450–500 kcal,
-
jeden faworek potrafi mieć nawet 150–160 kcal – a rzadko kończy się na jednym.
Jaki pączek będzie najlepszy?
Najmniej obciążające będą klasyczne wypieki o prostym składzie – z marmoladą, konfiturą czy powidłami, oprószone cukrem pudrem lub z cienką warstwą lukru.
Warianty z wielowarstwowymi nadzieniami i ciężkimi kremami zawierają znacznie więcej tłuszczu i cukru, a przez to są bardziej kaloryczne oraz trudniejsze do strawienia.
Czy pora spożycia ma znaczenie?
Tak. Wrażliwość insulinowa jest wyższa w pierwszej części dnia. Oznacza to, że organizm sprawniej radzi sobie z metabolizowaniem węglowodanów rano i wczesnym popołudniem.
Jeśli planujesz zjeść pączka, lepiej zrobić to do godziny 14–15. Słodkie, tłuste przekąski spożywane późnym wieczorem mogą powodować większe wahania poziomu glukozy oraz uczucie ciężkości.
Czy można „zneutralizować” pączka?
Nie istnieje napar ani suplement, który cofnie kalorie. Są jednak proste strategie wspierające gospodarkę glukozową.
Krótki spacer po posiłku pomaga obniżyć poposiłkowy wzrost cukru we krwi. Dobrym rozwiązaniem jest także spożycie wcześniej niewielkiej ilości białka lub błonnika – np. jogurtu naturalnego, jajka czy porcji warzyw. Taki „bufor” może ograniczyć gwałtowne skoki glikemii.
Tłusty Czwartek na redukcji – czy to możliwe?
Osoby będące na diecie redukcyjnej również nie muszą całkowicie rezygnować z tradycji. Zaplanowana, świadomie zjedzona porcja jest znacznie bezpieczniejsza psychologicznie niż restrykcyjny zakaz, który często kończy się utratą kontroli.
Najważniejsze zasady:
-
zdecyduj się na jedną porcję,
-
wybierz prostą, klasyczną wersję wypieku,
-
zjedz ją w pierwszej części dnia,
-
zachowaj umiarkowaną aktywność fizyczną,
-
nie próbuj „odpracowywać” słodkości skrajnymi restrykcjami.
Tłusty Czwartek nie musi być ani dietetyczną katastrofą, ani moralnym dylematem. To jeden dzień w roku – kluczowe jest to, co robisz przez pozostałe 364.