Syndrom ostatniej wieczerzy – dlaczego mózg sabotuje dietę i jak przerwać błędne koło objadania się

Scenariusz jest dobrze znany: postanawiasz, że od jutra zmieniasz sposób odżywiania. Koniec z podjadaniem, słodyczami, jedzeniem w biegu. W teorii brzmi rozsądnie. W praktyce – jeszcze tego samego dnia pojawia się wewnętrzny przymus, by „najeść się na zapas”. Pizza, słodycze, przekąski znikają jedna po drugiej, bo przecież „zaraz się skończą”.
Aleksandra Załęska
Dzisiaj 10:16
Udostępnij
Syndrom ostatniej wieczerzy – dlaczego mózg sabotuje dietę i jak przerwać błędne koło objadania się

To nie brak silnej woli, lecz mechanizm psychologiczny znany jako syndrom ostatniej wieczerzy. Zjawisko to dotyczy zarówno dorosłych, jak i nastolatków, szczególnie wtedy, gdy zmiana żywienia ma mieć formę nagłych, restrykcyjnych zakazów.

Historia, która pokazuje skalę problemu

Oliwia przez wiele lat była bardzo aktywna fizycznie. Kontuzja w okresie dorastania nagle odebrała jej ruch, a wraz z nim – poczucie kontroli nad ciałem. Otyłość pojawiła się stopniowo, a każda kolejna próba „powrotu na właściwe tory” kończyła się epizodami kompulsywnego jedzenia.

Momentem zapalnym były powroty do domu rodzinnego – im bliżej planowanej „zmiany”, tym silniejsza potrzeba jedzenia wszystkiego, na co tylko przyszła ochota. – To było myślenie: jedz teraz, bo zaraz znowu będą restrykcje. Najgorsza była świadomość pod koniec dnia, ile kalorii faktycznie zjadłam – przyznaje Oliwia Sowa, pacjentka chorująca na otyłość i członkini zarządu FLO Fundacji na Rzecz Leczenia Otyłości.

Dlaczego mózg reaguje paniką na dietę?

Jedzenie pełni znacznie więcej funkcji niż tylko dostarczanie energii. Bardzo często reguluje emocje, obniża napięcie i daje chwilowe poczucie ulgi.

Jak wyjaśnia Adrianna Sobol, psychoterapeutka i ambasadorka kampanii Porozmawiajmy szczerze o otyłości, moment wyznaczenia „startu diety” bywa dla mózgu sygnałem alarmowym. Zakazy aktywują układ nagrody – uwalnia się dopamina, rośnie impulsywność, a kontrola nad jedzeniem słabnie. Im silniejsze „nigdy więcej”, tym większa potrzeba natychmiastowego zaspokojenia.

Konsekwencje zdrowotne, których nie widać od razu

Syndrom ostatniej wieczerzy to nie tylko problem psychiczny. Jak podkreśla Alina Kuryłowicz, endokrynolog i diabetolog, jednorazowe epizody bardzo obfitego jedzenia mogą poważnie rozregulować pracę układu trawiennego i gospodarki węglowodanowej. Gwałtowne skoki glukozy i insuliny nasilają apetyt, a powtarzające się cykle „objadanie się – restrykcja” sprzyjają rozwojowi zaburzeń odżywiania, otyłości, stanów lękowych i depresji.

Jeśli takie schematy powtarzają się regularnie, to wyraźny sygnał, by poszukać pomocy specjalisty – nawet na poziomie lekarza pierwszego kontaktu.

Nastolatkowie w grupie szczególnego ryzyka

Okres dojrzewania to czas intensywnych zmian hormonalnych, emocjonalnych i społecznych. Silna potrzeba autonomii, presja rówieśnicza i nierealne wzorce z mediów społecznościowych sprawiają, że młodzi ludzie często wpadają w myślenie „wszystko albo nic”.

Restrykcyjne diety, szybkie cele i brak wsparcia prowadzą do mechanizmów takich jak syndrom ostatniej wieczerzy. To właśnie dlatego tak ważna jest rola dorosłych i sposób komunikacji. Zamiast: „od jutra dieta”, znacznie skuteczniejsze jest zaproszenie do wspólnej zmiany stylu życia – bez oceniania i straszenia.

Jak przerwać błędne koło?

Eksperci kampanii Porozmawiajmy szczerze o otyłości podkreślają, że kluczowa jest zmiana perspektywy. Dieta nie powinna być „czasem zakazów”, lecz procesem stopniowych, realnych modyfikacji.

Pomaga także:

  • traktowanie potknięć jako elementu nauki, a nie porażki,

  • analiza momentów, w których pojawia się impuls do jedzenia,

  • planowanie ulubionych produktów zamiast ich całkowitego eliminowania,

  • dbanie o sen i regularność posiłków,

  • wprowadzenie krótkiej pauzy między impulsem a działaniem – często wystarczy 15–20 minut, by napięcie opadło.

Zdrowa zmiana zamiast restrykcji

Syndrom ostatniej wieczerzy nie jest dowodem słabości. To sygnał, że organizm i psychika bronią się przed nagłą, zbyt radykalną zmianą. Im więcej elastyczności, wsparcia i zrozumienia, tym mniejsze ryzyko powrotu do destrukcyjnych schematów.

Bo trwała poprawa zdrowia nie zaczyna się od „ostatniego razu”, lecz od mądrego, spokojnego pierwszego kroku.