Od pierwszych 500 zł do rozwoju sieci fitness. Marcin Kijek o lekcjach, które budują lidera

Ponad 50 darmowych konsultacji i zaledwie 500 zł ze sprzedaży treningów — tak wyglądał pierwszy miesiąc Marcina Kijka w roli trenera personalnego. Już w kolejnym osiągnął najlepszy wynik w zespole. Dziś, po doświadczeniach w Pure Jatomi Fitness, CityFit i Xtreme Fitness Gyms, współpracuje z 36 MINUT i opowiada o tym, co decyduje o sukcesie klubu: ludziach, procesach i umiejętności wyciągania wniosków.
Ilona WIlk
Dzisiaj 10:38
Udostępnij
Od pierwszych 500 zł do rozwoju sieci fitness. Marcin Kijek o lekcjach, które budują lidera

Jak nauczyć się oddawać odpowiedzialność innym? Kiedy ambicja zaczyna kosztować zbyt wiele? I co sprawia, że do klubu trafiają także ci, którzy dotąd omijali siłownie? W rozmowie z Iloną Wilk Marcin Kijek wraca do przełomowych momentów swojej kariery, mówi o rozwoju 36 MINUT i przybliża możliwości technologii EGYM.

Rozmawiała: Ilona Wilk

Początki, które uczą konsekwencji

Marcin, od czego zaczęła się Twoja przygoda z fitnessem? Pamiętasz moment, w którym pomyślałeś, że chcesz związać z tą branżą swoją przyszłość?

Sport towarzyszył mi właściwie od zawsze. Trenowałem piłkę nożną, później uczyłem się w liceum o profilu wojskowo-sportowym, gdzie miałem okazję spróbować wielu dyscyplin, od sportów zespołowych po pływanie, akrobatykę czy sporty walki. Na siłownię trafiłem trochę przypadkiem. Po maturze przyszły wakacje, mniej ruchu, pizza, spotkania ze znajomymi i kilka dodatkowych kilogramów. Postanowiłem więc popracować nad formą. Podczas studiów regularnie trenowałem w Pure Jatomi Fitness, gdzie zostałem tzw. motywatorem. Pomagałem w codziennym funkcjonowaniu klubu w zamian za darmowy karnet. Później otrzymałem propozycję pracy jako trener personalny. Z tym okresem wiąże się historia, którą pamiętam do dziś.

W pierwszym miesiącu miałem cel sprzedażowy na poziomie 2000 zł. Przez niemal cały miesiąc nie sprzedałem niczego. Dopiero ostatniego dnia udało mi się sprzedać pakiet pięciu treningów za 500 zł. Jednocześnie przeprowadziłem ponad 50 darmowych konsultacji treningowych, podchodząc do każdego klubowicza z takim samym zaangażowaniem, niezależnie od tego, czy było go stać na treningi personalne. W kolejnym miesiącu osiągnąłem najwyższą sprzedaż w całym zespole. To była dla mnie ważna lekcja konsekwencji i systematyczności. Zrozumiałem też, jak wiele mogę się jeszcze nauczyć, dlatego mocno zainteresowałem się psychologią sprzedaży, komunikacją i rozwojem osobistym.

Myślę, że właśnie wtedy fitness przestał być dla mnie wyłącznie pasją, a stał się kierunkiem, w którym chciałem rozwijać się zawodowo. Przez kolejne lata miałem przyjemność zdobywać doświadczenie na różnych stanowiskach i poziomach zarządzania, pracując w kilku sieciach fitness, zaczynając od Pure Jatomi Fitness, przez CityFit i Xtreme Fitness Gyms, aż po obecną współpracę z 36 MINUT. Każda z tych organizacji dała mi możliwość poznania branży z nieco innej perspektywy.

Fitness, który zmienia codzienność

Co do dziś najbardziej Cię fascynuje w branży fitness? Co sprawia, że po kolejnych doświadczeniach nadal masz ochotę podejmować nowe wyzwania?

Najbardziej fascynuje mnie to, że pracujemy w branży, która realnie poprawia jakość życia ludzi. Nie sprzedajemy przecież tylko karnetów czy treningów. Pomagamy ludziom odzyskiwać sprawność, dzięki której ojciec może pograć z synem w piłkę, a dziadek bez problemu podnieść wnuka na ręce. I właśnie takie efekty naszej pracy dają mi ogromną satysfakcję.

Z drugiej strony zawsze interesował mnie biznesowy wymiar fitnessu. Przeszedłem drogę od trenera, przez zarządzanie klubami i siecią, aż po rozwój nowych modeli biznesowych i technologii treningowych.

I chyba właśnie to połączenie nadal mnie napędza. Mogę rozwijać się zawodowo, robić to, co lubię, i jednocześnie mieć wpływ na coś, co rzeczywiście zmienia życie ludzi na lepsze.

Od zarządzania klubem do rozwijania liderów

Który etap Twojej drogi zawodowej najbardziej Cię ukształtował? Jak wpłynął na sposób, w jaki dziś pracujesz i podejmujesz decyzje?

Gdybym miał wskazać jeden etap, który najbardziej ukształtował mnie jako menedżera, zdecydowanie byłaby to praca na stanowisku menedżera regionalnego w CityFit. Trafiłem do organizacji, która bardzo wysoko stawiała poprzeczkę zarówno pod względem standardów obsługi klienta i procesów operacyjnych, jak i podejścia do wyników biznesowych. Uważam, że w tamtym czasie w wielu obszarach wyznaczaliśmy standardy dla całego polskiego rynku fitness. Miałem też szczęście pracować z wieloma świetnymi liderami, ale najwięcej pod tym względem zawdzięczam Łukaszowi Gądkowi, który dzisiaj stoi na czele jednej z największych organizacji fitness w Europie. Możliwość uczenia się od niego była dla mnie niezwykle cennym doświadczeniem. Największym wyzwaniem była jednak zmiana sposobu zarządzania. Wcześniej odpowiadałem za zespoły klubowe, a teraz przyszło mi zarządzać doświadczonymi menedżerami, którzy sami mieli swoje zespoły, cele i odpowiedzialność za wyniki.

Musiałem nauczyć się patrzeć na biznes szerzej, delegować odpowiedzialność, rozwijać innych liderów i zaakceptować, że nie wszystko trzeba robić po swojemu. Zrozumiałem też, że rozwiązanie, które świetnie sprawdza się w jednym klubie, niekoniecznie będzie działało równie dobrze w całej sieci. To był wymagający okres, ale dał mi naprawdę solidne fundamenty do dalszego rozwoju zawodowego.

Przywództwo oparte na zaufaniu

Zarządzałeś zespołami, klubami, regionem i siecią. Jak wraz z tymi zmianami ewoluowało Twoje rozumienie dobrego przywództwa?

Moje podejście do przywództwa bardzo się zmieniło na przestrzeni lat. Kiedy byłem młodym menedżerem, wydawało mi się, że muszę wiedzieć wszystko, być wszędzie i osobiście dopilnować każdego zadania. Dopiero z czasem, szczególnie kiedy zacząłem zarządzać doświadczonymi menedżerami, zrozumiałem, że nie na tym polega rola lidera.

Dzisiaj zdecydowanie bardziej stawiam na zaufanie, rozwijanie ludzi i dawanie im przestrzeni do samodzielnego działania. Oczywiście przy jasno określonych celach, wymaganiach i odpowiedzialności za wyniki. Przez lata byłem zarówno przełożonym, jak i podwładnym, i każda z tych perspektyw czegoś mnie nauczyła. Coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że nie pracujemy dla stanowisk czy struktur organizacyjnych. Pracujemy z ludźmi. Dobry lider potrafi zbudować zespół, który osiąga świetne wyniki, ponieważ jego członkowie sami chcą brać za nie odpowiedzialność, bez potrzeby ciągłej kontroli. Stworzenie takiego zespołu jest jednak wymagającym zadaniem.

Ambicja, granice i lekcje z trudnych decyzji

Jaka trudna sytuacja zawodowa nauczyła Cię najwięcej?

Przychodzą mi do głowy dwie sytuacje, które sporo mnie nauczyły, choć każda w trochę inny sposób. Pierwsza dotyczy początków mojej kariery menedżerskiej. Byłem wtedy bardzo ambitny, mocno zaangażowany i chciałem udowodnić, że poradzę sobie z każdym wyzwaniem. Problem w tym, że nie zawsze potrafiłem stawiać granice. Często brałem na siebie zbyt dużo obowiązków, zgadzałem się na rzeczy, z którymi nie do końca się utożsamiałem, i próbowałem za wszelką cenę dowieźć wyniki. Zdarzało się, że robiłem to kosztem życia prywatnego, a czasami nawet zdrowia.Dopiero po latach nauczyłem się większej asertywności. Zrozumiałem, że można być ambitnym i zaangażowanym, a jednocześnie potrafić powiedzieć „nie”. I że nie trzeba zgadzać się na wszystko, żeby być dobrym menedżerem.

Druga historia dotyczy trudnego momentu, który wówczas odbierałem jako porażkę. Pracowałem wtedy jako fitness menedżer w jednym z klubów w Płocku. W pewnym momencie firma przeprowadziła reorganizację i zdecydowała, że jeden menedżer będzie odpowiadał za dwa kluby w mieście. W procesie wyboru lepiej wypadł mój kolega, który wcześniej był również moim przełożonym. To on otrzymał stanowisko, a ja wróciłem do wcześniejszej roli master trenera. Nie ukrywam, że było to dla mnie trudne. Miałem swoje ambicje i plany, a tu nagle trzeba było zrobić krok w tył. Zaakceptowałem jednak tę decyzję i dalej robiłem swoje, wspierając kolegę oraz zespoły obu klubów. Po około dwóch miesiącach dostałem telefon z propozycją przeprowadzki do Torunia i objęcia tam stanowiska fitness menedżera. Trafiłem do klubu, który już osiągał świetne wyniki. Mój poprzednik wykonał naprawdę dobrą pracę, więc poprzeczka była zawieszona bardzo wysoko. Pamiętam, że nie wszyscy wierzyli, że da się te wyniki jeszcze poprawić. A jednak wspólnie z zespołem nie tylko poprawiliśmy dotychczasowe wyniki, ale również podnieśliśmy poprzeczkę na kolejne miesiące. Z czasem to doświadczenie otworzyło mi drogę do kolejnego awansu, tym razem na stanowisko menedżera klubu.

Dzisiaj, patrząc na obie te historie, widzę, że nauczyły mnie przede wszystkim większego dystansu do własnych ambicji. Kiedyś wydawało mi się, że muszę wszystkim udowadniać swoją wartość, brać na siebie kolejne obowiązki i cały czas iść do przodu. Z czasem zrozumiałem, że wcale nie musi tak być. Czasami trzeba umieć powiedzieć „nie”, a czasami zaakceptować krok w tył, żeby później zrobić dwa do przodu. I chyba najważniejsze jest to, żeby w żadnej z tych sytuacji nie tracić wiary w siebie i nie zapominać o tym, co jest dla nas naprawdę ważne.

36 MINUT: sprawność klientów i rentowność klubów

Jaką zmianę chciałbyś współtworzyć poprzez swoją pracę w 36 MINUT? Po czym poznasz, że Twoje działania przynoszą efekty, na których Ci zależy?

Chciałbym mieć realny wpływ na rozwój takiego modelu klubu fitness, który z jednej strony daje klientom świetną usługę treningową, a z drugiej jest dobrze poukładanym i rentownym biznesem. Przez lata widziałem wiele różnych koncepcji klubów i wiem, że nawet najlepszy produkt nie wystarczy, jeśli nie stoją za nim odpowiedni ludzie, sprawne procesy i dobry model biznesowy. W 36 MINUT widzę naprawdę duży potencjał. Szczególnie zależy mi na tym, żebyśmy docierali do osób, które do tej pory nie odnajdywały się w tradycyjnych siłowniach. Mam na myśli osoby początkujące, seniorów czy ludzi, którzy niekoniecznie marzą o świetnej sylwetce, ale chcą po prostu dłużej cieszyć się zdrowiem i sprawnością. Równie ważne jest dla mnie wspieranie naszych franczyzobiorców, żeby mieli nie tylko dobry produkt, ale też wiedzę i narzędzia potrzebne do prowadzenia rentownego biznesu. A po czym poznam, że idziemy w dobrym kierunku? Oczywiście po wynikach finansowych, rozwoju sieci czy retencji klientów. Ale też po tym, czy nasi klienci osiągają swoje cele, trenerzy się rozwijają, a franczyzobiorcy są zadowoleni ze współpracy.

EGYM: technologia w służbie treningu

Słyszałam, że będziesz wdrażał i zajmował się rozwojem systemu EGYM w Polsce. Czy mógłbyś przybliżyć naszym czytelnikom ten temat?

EGYM to zdecydowanie coś więcej niż kolejna marka maszyn treningowych. To cały ekosystem technologiczny, który łączy inteligentne urządzenia, oprogramowanie, analizę danych i rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Najprościej mówiąc, chodzi o to, żeby trening był łatwiejszy, bardziej spersonalizowany i skuteczny. Wyobraźmy sobie osobę, która pierwszy raz przychodzi na siłownię. Musi nauczyć się obsługi sprzętu, dobrać odpowiednie obciążenia, ustawić maszyny i zaplanować trening. Dla wielu osób to już na starcie spore wyzwanie. EGYM automatyzuje znaczną część tych czynności. Maszyny dopasowują się do użytkownika, a system pomaga dobrać odpowiedni program, kontrolować obciążenia i monitorować postępy. Ciekawym rozwiązaniem jest również EGYM BioAge, który pozwala spojrzeć na wybrane parametry sprawności fizycznej przez pryzmat wieku. Dzięki temu klient może zobaczyć swoje postępy w bardziej zrozumiały sposób, nie tylko przez liczbę podniesionych kilogramów.

Patrzę na EGYM również z perspektywy biznesowej. Technologia może odciążyć trenerów z części powtarzalnych czynności, usprawnić obsługę klientów i pomóc w utrzymaniu wysokiego standardu usług. I właśnie tutaj widzę jej ogromny potencjał. Możemy zapewnić klientowi bardziej indywidualne podejście, a jednocześnie sprawić, że cały klub będzie funkcjonował efektywniej. To połączenie technologii, treningu i biznesu jest dla mnie szczególnie interesujące.

Wiedza, którą warto przekazywać dalej

W swoich publikacjach na LinkedIn dzielisz się praktyczną wiedzą o zarządzaniu klubem. Co skłoniło Cię do tego, żeby zacząć przekazywać swoje doświadczenia innym?

Przede wszystkim skłoniła mnie do tego potrzeba dzielenia się doświadczeniem, które zdobywałem przez lata pracy w branży fitness. Pracowałem na wielu stanowiskach, zarówno w klubach, jak i na poziomie centrali, w różnych lokalizacjach. Każdy z tych etapów pozwolił mi spojrzeć na branżę z trochę innej perspektywy. Zauważyłem też, że sporo rozmawiamy o trendach, marketingu czy sprzedaży, a znacznie mniej o tym, co dzieje się za kulisami prowadzenia klubu. O zarządzaniu ludźmi, trudnych decyzjach, popełnianych błędach i codziennych wyzwaniach. A przecież to właśnie te rzeczy często decydują o powodzeniu danego klubu. Stąd też pomysł na dzielenie się swoimi doświadczeniami, między innymi w ramach biuletynu „Sekrety Managera Klubu Fitness”.

Oczywiście LinkedIn pomaga również budować markę osobistą, ale uważam, że powinna ona wynikać przede wszystkim z kompetencji, doświadczenia i relacji, jakie budujemy z ludźmi, a nie tylko z tego, jak prezentujemy się w internecie. Bardzo cenię sobie również dyskusje pod publikacjami, bo często sam mogę się z nich czegoś nauczyć. Nie uważam, że pozjadałem wszystkie rozumy. Mam swoje doświadczenia, sukcesy, ale też błędy, którymi nie boję się dzielić. Jeżeli ktoś dzięki moim publikacjom spojrzy inaczej na swoje problemy czy wyzwania, podejmie lepszą decyzję albo uniknie błędu, który kiedyś popełniłem, będzie to dla mnie wystarczający powód, żeby dalej dzielić się wiedzą.

Zapraszam do subskrybowania mojego biuletynu oraz obserwowania mojego profilu na LinkedIn, gdzie dzielę się doświadczeniami, wiedzą i przemyśleniami na temat branży fitness.

Śledź publikacje Marcina Kijka: profil na LinkedIn · subskrypcja biuletynu