Lubienie siebie jest dziś trudniejsze niż kiedykolwiek. Dlaczego kobietom tak trudno o samoakceptację?

Lubienie siebie, akceptowanie własnych niedoskonałości i budowanie poczucia wartości jeszcze nigdy nie było tak wymagające jak dziś. W świecie, w którym normy piękna są nieustannie redefiniowane, a presja bycia „lepszą wersją siebie” nie ma końca, kobiety coraz częściej mierzą się z wewnętrznym konfliktem: jak pozostać w zgodzie ze sobą, gdy oczekiwania rosną szybciej niż możliwość ich spełnienia.
Aleksandra Załęska
Dzisiaj 13:57
Udostępnij
Lubienie siebie jest dziś trudniejsze niż kiedykolwiek. Dlaczego kobietom tak trudno o samoakceptację?

Na ten problem zwraca uwagę Maria Sadowska, która otwarcie mówi o tym, jak trudna potrafi być droga do samoakceptacji – nawet dla osób pewnych siebie, spełnionych zawodowo i wspieranych przez bliskich.

Samoakceptacja jako wyzwanie kulturowe

Zdaniem artystki, kobiety w Polsce mają wyjątkowo niski poziom samoakceptacji w porównaniu z mieszkankami innych krajów Europy. Choć obiektywnie są piękne, niemal zawsze potrafią wskazać w sobie coś, co „należałoby poprawić”. To pokazuje, że problem nie leży w wyglądzie, lecz w głęboko zakorzenionych przekonaniach – często wyniesionych z domu, szkoły i kultury, w której dorastały.

Wzorce wpajane przez lata uczą porównywania się, krytycznego spojrzenia na ciało i oceniania własnej wartości przez pryzmat spełniania cudzych oczekiwań. W efekcie nawet osoby, które deklarują, że „lubią siebie”, codziennie zmagają się z wewnętrznymi wątpliwościami.

Presja ocen i życie „na świeczniku”

Sadowska podkreśla, że pewność siebie nie jest stanem trwałym. Nawet jeśli ktoś przez lata czuł się dobrze we własnej skórze, nieustanna ocena – zwłaszcza w przestrzeni publicznej – potrafi zachwiać poczuciem własnej wartości. Lubienie siebie nie jest więc jednorazową decyzją, ale procesem wymagającym codziennej pracy.

Są dni, kiedy akceptacja przychodzi łatwiej, i takie, kiedy jest wyzwaniem. To naturalne. Problem zaczyna się wtedy, gdy kobiety wymagają od siebie stałej doskonałości – także emocjonalnej – nie dopuszczając momentów słabości.

Kult młodości i lęk przed starzeniem się

Jednym z najmocniejszych wątków poruszanych przez artystkę jest presja związana z wiekiem. Współczesne kobiety nie mają „przyzwolenia” na starzenie się. Tam, gdzie wcześniejsze pokolenia mogły wejść w nowy etap życia bez poczucia winy czy wstydu, dziś oczekuje się nieustannej młodości, atrakcyjności i energii – niezależnie od metryki.

Starzenie się przestało być naturalnym procesem, a stało się czymś, co należy ukrywać, maskować i zwalczać. Tymczasem – jak podkreśla Sadowska – kobiecości nie mierzy się ani kilogramami, ani centymetrami, ani liczbą zmarszczek.

Media społecznościowe: iluzja ideału

Ogromną rolę w pogłębianiu problemu odgrywają media społecznościowe. Instagramowe galerie pełne są „idealnych” sylwetek, twarzy i stylów życia, które w rzeczywistości często są efektem filtrów, retuszu i starannie wyreżyserowanych kadrów. Mimo świadomości tej iluzji, porównywanie się z innymi stało się niemal automatyczne.

Do tego dochodzi fala hejtu, która – nawet jeśli deklaratywnie ją ignorujemy – pozostawia ślad. Negatywne komentarze, oceny i krytyka tworzą atmosferę ciągłego napięcia, w której coraz trudniej o życzliwość wobec samej siebie.

Lubienie siebie jako akt odwagi

Przekaz Marii Sadowskiej jest jednoznaczny: samoakceptacja nie polega na perfekcji, lecz na zgodzie na bycie nieidealną. Na przyjęciu siebie z wadami, gorszymi dniami i naturalnymi zmianami, które niesie życie. To proces wymagający odwagi, cierpliwości i odpuszczenia nierealnych standardów.

W świecie, który nieustannie mówi kobietom, jakie „powinny być”, lubienie siebie staje się aktem wewnętrznej niezależności. I choć jest trudniejsze niż kiedyś, pozostaje jednym z najważniejszych fundamentów dobrostanu, równowagi i prawdziwego zadowolenia z życia.