Błonnik w diecie sportowca – czy naprawdę jest potrzebny?

Dieta sportowca to nie przypadek. To precyzyjny plan, w którym liczy się zarówno energia, jak i regeneracja. Odpowiednie proporcje węglowodanów, białka, tłuszczów oraz mikroskładników decydują o kondycji, wydolności i zdrowiu na lata. Ale czy w tym wszystkim znajdzie się miejsce dla… błonnika? Na to pytanie odpowiada Sylwia Maksym – dietetyczka sportowa i psychodietetyczka, ekspertka kampanii „Glutenowy zawrót głowy – obalamy mity, potwierdzamy fakty”.
Aleksandra Załęska
Dzisiaj 11:29
Udostępnij
Błonnik w diecie sportowca – czy naprawdę jest potrzebny?

Paliwo dla mięśni, regeneracja dla organizmu

Aktywność fizyczna nie oznacza tylko „więcej jedzenia” – wyjaśnia Sylwia Maksym. – To potrzeba świadomego odżywiania, które wspiera adaptację do wysiłku, regenerację, odporność i osiąganie wyników. Dobrze zaplanowany jadłospis sprawia, że nie tylko trenujemy skuteczniej, ale też lepiej funkcjonujemy na co dzień.

Co powinno być podstawą menu sportowca?

  • Węglowodany – główne źródło energii, szczególnie przy intensywnym wysiłku (u sportowców wytrzymałościowych zapotrzebowanie może sięgać nawet 8–10 g/kg masy ciała).

  • Białko – fundament regeneracji mięśni i odporności (1,4–2,0 g/kg masy ciała dziennie).

  • Tłuszcze – potrzebne dla hormonów i jako źródło energii przy dłuższym wysiłku (25–35% dziennej energii).

  • Mikroskładniki – żelazo, wapń, witamina D, magnez, potas – bez nich mięśnie i układ nerwowy nie działają na pełnych obrotach.

Błonnik – często pomijany, a jednak kluczowy

Choć rzadko pojawia się w zaleceniach dla sportowców, błonnik ma ogromne znaczenie. Wspiera mikrobiom jelitowy, poprawia pracę układu pokarmowego, reguluje metabolizm i sprzyja lepszemu samopoczuciu.

– Jeśli w diecie jest mniej niż 20 g błonnika dziennie, warto stopniowo zwiększać ilość do około 30 g – mówi Sylwia Maksym. – Szczególnie cenne są beta-glukany, obecne m.in. w owsie i jęczmieniu. Dobrze, by adaptacja trwała kilka tygodni – wtedy układ pokarmowy przyzwyczai się do wyższej podaży.

Co ważne – ilość błonnika w diecie można regulować. Czasem lepiej go zwiększyć (dla zdrowia jelit), a czasem zmniejszyć (przed startem czy ciężkim treningiem, by uniknąć dyskomfortu żołądkowego).

Jak jeść, żeby trenować lepiej?

Ekspertka podkreśla, że liczy się strategia:

  • Przed treningiem – posiłek bogaty w węglowodany (2–3 h przed wysiłkiem), który zapewni energię.

  • Po treningu – w ciągu 30–90 minut warto dostarczyć ok. 20–25 g białka i 1–1,2 g/kg węglowodanów – to wspiera regenerację mięśni i odbudowę glikogenu.

  • Testuj swoje posiłki – to, co działa na jednych, innym może powodować dolegliwości. Lepiej sprawdzić jadłospis w trakcie treningów niż eksperymentować w dniu zawodów.

Suplementacja? Tak, ale z głową

Dieta to fundament, a suplementy powinny być tylko dodatkiem. Najlepiej przebadane i użyteczne w sporcie są:

  • kreatyna – zwiększa siłę i przyspiesza regenerację,

  • beta-alanina, kofeina, azotany – poprawiają wydolność i opóźniają zmęczenie,

  • witamina D, kwasy omega-3, witamina B12 – przydatne przy niedoborach lub dietach eliminacyjnych.

Co wrzucić do koszyka sportowca?

  • Węglowodany – pieczywo, kasze, makaron, ziemniaki, owoce.
  • Białko – jaja, chudy nabiał, mięso, ryby, rośliny strączkowe.
  • Tłuszcze – olej rzepakowy i lniany, orzechy, pestki, masło orzechowe.
  • Warzywa – świeże i fermentowane, w jak największej różnorodności.
  • Owoce – najlepiej sezonowe i jagodowe.

– Kluczem jest różnorodność i sezonowość – mówi Sylwia Maksym. – Testuj, kombinuj, baw się smakami. Ten sam produkt można przygotować na wiele sposobów. Brokuł ugotowany w wodzie smakuje inaczej niż brokułowe placuszki z mozzarellą i sosem pomidorowym.

W diecie sportowca jest miejsce nie tylko na makroskładniki i suplementy, ale też na błonnik – cichy element wspierający zdrowie i wyniki. To on dba o mikrobiom, trawienie i komfort jelitowy, które w sporcie mają ogromne znaczenie.

Dobrze zaplanowana dieta sprawia, że uśmiechamy się częściej – bo mamy energię, siłę i lepsze samopoczucie. A o to przecież chodzi w sporcie: o wyniki, ale też o radość z ruchu.