Fitness musi pasować do codzienności
Zmienił się sposób, w jaki funkcjonujemy. Praca hybrydowa, napięty grafik, obowiązki rodzinne i coraz większa potrzeba oszczędzania czasu sprawiają, że mało kto chce planować dodatkową wyprawę na trening. Zdecydowanie łatwiej utrzymać regularność, gdy siłownia znajduje się na trasie codziennych obowiązków.
To dlatego branża fitness coraz częściej odchodzi od myślenia o prestiżowych adresach w centrach miast. Znacznie większy potencjał mają dziś lokalizacje w pobliżu dużych osiedli mieszkaniowych, parków handlowych, szkół, przedszkoli czy biurowców funkcjonujących przez cały dzień. Użytkownicy chcą załatwić kilka spraw podczas jednego wyjazdu, a trening staje się jednym z elementów tej układanki, a nie osobnym wydarzeniem.
Liczy się czas, nie kilometry
Eksperci zwracają uwagę, że współczesny klient nie mierzy odległości do siłowni w kilometrach, ale w minutach. Im krócej trwa dojazd, tym większe prawdopodobieństwo, że trening rzeczywiście się odbędzie.
W największych miastach idealna lokalizacja oznacza możliwość dotarcia do klubu w kilka minut – pieszo, rowerem lub samochodem. Kluczowe znaczenie mają również dostępność miejsc parkingowych oraz dobra komunikacja miejska. Nawet nowoczesny klub może mieć problem z pozyskaniem klientów, jeśli dotarcie do niego jest niewygodne lub czasochłonne.
Parki handlowe zyskują nową rolę
Jeszcze niedawno galerie i parki handlowe kojarzyły się głównie z zakupami. Dziś coraz częściej stają się lokalnymi centrami usług, gdzie można jednocześnie zrobić zakupy spożywcze, odebrać paczkę, zjeść obiad, odwiedzić fryzjera i... wykonać trening.
Dla operatorów fitness to atrakcyjne rozwiązanie. Takie lokalizacje zapewniają naturalny przepływ klientów, dobrą widoczność oraz wygodny parking. Nic dziwnego, że właśnie w parkach handlowych powstaje coraz więcej nowych klubów, szczególnie w średnich i mniejszych miastach.
Demografia równie ważna jak adres
Sama liczba mieszkańców w okolicy nie gwarantuje sukcesu. Operatorzy coraz dokładniej analizują profil potencjalnych klientów. Znaczenie mają m.in. struktura wiekowa mieszkańców, siła nabywcza, charakter zabudowy, codzienny ruch oraz obecność miejsc generujących aktywność przez cały dzień.
Coraz częściej projektowanie nowych klubów przypomina analizę rynku nieruchomości. Zanim zapadnie decyzja o otwarciu, sprawdzane są dane dotyczące liczby mieszkańców, konkurencji, dostępności komunikacyjnej i potencjału rozwoju danej dzielnicy.
Branża fitness coraz bardziej przypomina handel
To nie przypadek, że największe sieci fitness rozwijają się dziś podobnie jak sieci sklepów. Szukają lokalizacji o dużym natężeniu codziennego ruchu, analizują zachowania konsumentów i chcą być obecne tam, gdzie ludzie spędzają swój czas.
Dla klientów oznacza to większą wygodę, a dla operatorów – wyższą frekwencję i większą szansę na utrzymanie klubowiczów przez dłuższy czas. Regularność treningów zależy bowiem nie tylko od motywacji, ale również od tego, jak łatwo wkomponować aktywność fizyczną w codzienny harmonogram.
Wygoda będzie napędzać rozwój rynku
Rosnąca konkurencja sprawia, że sama oferta treningowa przestaje być elementem wyróżniającym. Kluby będą coraz częściej rywalizować dostępnością, lokalizacją i komfortem korzystania z usług. To właśnie dlatego nowe inwestycje coraz częściej pojawiają się tam, gdzie mieszkańcy i tak bywają każdego dnia.
W najbliższych latach można spodziewać się dalszego rozwoju mniejszych klubów osiedlowych oraz obiektów zlokalizowanych przy parkach handlowych i wielofunkcyjnych centrach usługowych. Dla branży fitness oznacza to zmianę strategii rozwoju – z budowania dużych, spektakularnych obiektów na tworzenie sieci klubów, które są po prostu blisko swoich klientów.