To nie sam ekran szkodzi oczom. Badacze wskazują inny mechanizm rozwoju krótkowzroczności

Krótkowzroczność (miopia) przybiera skalę globalnego problemu zdrowotnego. W Stanach Zjednoczonych i Europie dotyczy już około połowy młodych dorosłych, a w wybranych regionach Azji – nawet 90%. Przez lata winą obarczano głównie rosnący czas spędzany przed ekranami. Najnowsze doniesienia naukowe sugerują jednak, że kluczowe może być coś innego – ilość światła docierającego do siatkówki podczas pracy z bliska.
Aleksandra Załęska
Dzisiaj 14:23
Udostępnij
To nie sam ekran szkodzi oczom. Badacze wskazują inny mechanizm rozwoju krótkowzroczności

Epidemia miopii – co wiemy dziś?

Naukowcy z State University of New York wskazują, że gwałtowny wzrost częstości krótkowzroczności trudno wyjaśnić wyłącznie genetyką. Zmiany zachodzą zbyt szybko, by odpowiadały za nie wyłącznie czynniki dziedziczne.

Wyniki ich badań, opublikowane w czasopiśmie Cell Reports, sugerują, że istotną rolę może odgrywać połączenie dwóch elementów: długotrwałej pracy z bliska oraz przebywania w słabo oświetlonych pomieszczeniach.

Jak podkreśla prof. Jose-Manuel Alonso z SUNY Optometry, krótkowzroczność osiągnęła niemal poziom epidemii, a mimo to jej mechanizmy wciąż nie są w pełni poznane. Nowa hipoteza skupia się na fizjologii siatkówki i regulacji światła wpadającego do oka.

Dlaczego światło ma znaczenie?

Podczas patrzenia na bliskie obiekty – telefon, tablet czy książkę – dochodzi do akomodacji oka. Źrenica zwęża się, aby poprawić ostrość widzenia. Podobny mechanizm zachodzi w silnym świetle – zwężenie źrenicy chroni oko przed nadmiernym naświetleniem.

Problem pojawia się wtedy, gdy te dwa zjawiska nakładają się na siebie w niekorzystnych warunkach. W słabym oświetleniu źrenica zwęża się z powodu akomodacji, ale jednocześnie do siatkówki dociera ograniczona ilość światła. To może prowadzić do zmniejszonej stymulacji komórek siatkówki, co – według badaczy – może sprzyjać wydłużaniu gałki ocznej, czyli rozwojowi miopii.

W praktyce oznacza to, że nie sam ekran jest głównym zagrożeniem, lecz długotrwałe skupienie wzroku na bliskiej odległości w niedostatecznie oświetlonym otoczeniu.

Jeden wspólny mechanizm?

Dotychczas sądzono, że różne czynniki wpływające na rozwój i kontrolę krótkowzroczności działają odmiennymi drogami. W badaniach eksperymentalnych miopię można wywołać m.in. poprzez ograniczenie bodźców wzrokowych lub zastosowanie soczewek ujemnych. W praktyce klinicznej stosuje się:

  • soczewki wieloogniskowe,

  • krople z atropiną,

  • redukcję kontrastu,

  • zwiększanie czasu przebywania na zewnątrz.

Autorzy nowej pracy sugerują jednak, że wszystkie te metody mogą oddziaływać na wspólny mechanizm neuronalny związany z ilością światła docierającego do siatkówki i regulacją akomodacji.

Jeśli ta hipoteza się potwierdzi, może to uporządkować dotychczasowe podejście do profilaktyki i leczenia miopii.

Jak ograniczyć ryzyko pogłębiania się wady?

Z perspektywy nowych ustaleń kluczowe wydaje się:

  • zapewnienie odpowiednio jasnego oświetlenia podczas czytania i pracy z bliska,

  • regularne przerwy od patrzenia na bliskie obiekty,

  • częstsze przebywanie na świeżym powietrzu,

  • kierowanie wzroku na dalekie odległości (ograniczenie ciągłej akomodacji).

Spędzanie czasu na zewnątrz ma podwójne znaczenie – zwiększa ekspozycję na naturalne światło i zmniejsza długotrwałe skupienie wzroku na krótkim dystansie.

Co istotne, według proponowanego mechanizmu nawet nowoczesne metody kontroli krótkowzroczności mogą być mniej skuteczne, jeśli dziecko lub dorosły przez wiele godzin dziennie pracuje z bliska w półmroku.

To hipoteza, ale oparta na fizjologii

Badacze podkreślają, że nie jest to ostateczne wyjaśnienie zjawiska. To jednak spójna koncepcja, która łączy wiele dotychczasowych obserwacji i opiera się na mierzalnych procesach fizjologicznych zachodzących w oku.

Jeśli dalsze badania potwierdzą te wnioski, zmieni się sposób, w jaki będziemy myśleć o profilaktyce krótkowzroczności – mniej w kategoriach „zakazu ekranów”, a bardziej w kontekście jakości oświetlenia, czasu spędzanego na świeżym powietrzu i higieny pracy wzrokowej.

Wniosek? To nie sam ekran jest największym zagrożeniem. Kluczowe może być to, w jakich warunkach i jak długo z niego korzystamy.