Jeszcze kilka lat temu zdrowy styl życia kojarzył się przede wszystkim z aktywnością fizyczną, warzywami na talerzu i odpowiednią ilością snu. Dziś wellness stał się znacznie bardziej rozbudowanym projektem. Mamy aplikacje liczące kalorie i kroki, zegarki monitorujące sen i tętno, kalkulatory makroskładników, plany treningowe, listy „zakazanych” produktów oraz media społecznościowe pełne porad dotyczących tego, jak jeść, ćwiczyć i wyglądać.
Samo zainteresowanie zdrowiem nie jest oczywiście problemem. Przeciwnie – świadomość wpływu diety, ruchu i regeneracji na organizm może pomagać w budowaniu dobrych nawyków. Kłopot pojawia się wtedy, gdy zdrowie przestaje być jednym z elementów życia, a zaczyna organizować całe życie.
Kiedy „zdrowo” przestaje oznaczać zdrowie?
Wyobraź sobie osobę, która dokładnie planuje każdy posiłek. Czyta etykiety, unika cukru, produktów wysoko przetworzonych, alkoholu i wszystkiego, co uznaje za „niezdrowe”. Regularnie ćwiczy. Odpuszcza trening tylko wtedy, gdy naprawdę nie może wyjść z domu. Każde odstępstwo od diety wywołuje poczucie winy.
Na pierwszy rzut oka trudno znaleźć w tym coś niepokojącego.
Przecież odżywia się zdrowo.
Przecież ćwiczy.
Przecież ma silną wolę.
A jednak właśnie sztywność zasad i sposób, w jaki człowiek reaguje na ich złamanie, mogą być ważniejsze niż sama lista zdrowych zachowań.
Zdrowy styl życia powinien zwiększać dobrostan, a nie ograniczać codzienne funkcjonowanie. Jeżeli spotkanie ze znajomymi staje się problemem, ponieważ nie wiadomo, czy w restauracji będzie „odpowiednie” jedzenie, trening musi odbyć się mimo choroby lub kontuzji, a jeden deser powoduje wyrzuty sumienia – warto zatrzymać się i zastanowić, czy nadal chodzi o zdrowie.
Ortoreksja – kiedy zdrowe jedzenie staje się obsesją
Jednym z pojęć, które pojawia się w kontekście nadmiernej koncentracji na „czystym” jedzeniu, jest ortoreksja. Termin ten opisuje obsesyjne skupienie na zdrowym odżywianiu i związanych z nim zasadach.
Warto jednak zachować ostrożność: ortoreksja nie jest obecnie formalnie odrębną diagnozą w głównych klasyfikacjach zaburzeń psychicznych. Nie oznacza to jednak, że problem nie istnieje. Specjaliści od zaburzeń odżywiania opisują sytuacje, w których dążenie do „idealnej” diety staje się źródłem lęku, poczucia winy i coraz większej liczby ograniczeń.
Nie chodzi więc o to, że ktoś lubi zdrową żywność.
Różnica może polegać na tym, czy człowiek ma wybór.
Jeśli ktoś wybiera sałatkę, bo naprawdę ma na nią ochotę – wszystko jest w porządku. Jeśli natomiast nie potrafi zjeść niczego innego, ponieważ myśl o „niezdrowym” produkcie wywołuje silny lęk lub poczucie winy, sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
„Nie mogę odpuścić treningu”
Podobny mechanizm może dotyczyć aktywności fizycznej.
Regularny ruch jest jednym z fundamentów zdrowia. Problem pojawia się wtedy, gdy trening przestaje być wyborem, a staje się przymusem.
Choroba? Trening musi się odbyć.
Kontuzja? Może tylko lżejszy trening.
Brak snu? Przecież nie można stracić dnia.
Wyjazd? Trzeba znaleźć siłownię.
W skrajnych przypadkach osoba może podporządkowywać treningowi pracę, relacje, odpoczynek czy życie rodzinne.
Co ważne, kompulsywne ćwiczenia nie zawsze wyglądają jak wielogodzinne treningi. Czasem problemem jest właśnie niemożność zrobienia sobie dnia przerwy albo poczucie winy pojawiające się po opuszczeniu jednej jednostki treningowej.
Paradoks polega na tym, że regeneracja również jest częścią treningu. Organizm potrzebuje odpoczynku, aby odbudować tkanki, uzupełnić zasoby energetyczne i zaadaptować się do wysiłku.
Kiedy kalorie zaczynają rządzić życiem?
Liczenie kalorii samo w sobie nie jest niczym złym. Dla części osób może być pomocnym narzędziem, szczególnie jeśli chcą lepiej zrozumieć swoje nawyki żywieniowe.
Problem zaczyna się wtedy, gdy liczby stają się ważniejsze od sygnałów wysyłanych przez organizm.
„Mam jeszcze 200 kcal”.
„Nie mogę tego zjeść”.
„Przekroczyłam limit”.
„Muszę jutro zrobić więcej kroków”.
Takie myślenie może prowadzić do sytuacji, w której jedzenie przestaje być naturalną częścią życia, a staje się matematycznym zadaniem do rozwiązania.
Niepokojącym sygnałem nie jest samo zainteresowanie kaloriami, ale utrata elastyczności. Jeśli spontaniczny posiłek z rodziną wywołuje stres, a dzień bez kontroli jedzenia wydaje się niemożliwy, warto zastanowić się, jaką funkcję pełnią te zasady.
Perfekcjonizm: cichy napęd „zdrowego” stylu życia
Za obsesyjnym podejściem do diety i treningu często może kryć się perfekcjonizm.
Nie wystarczy ćwiczyć – trzeba ćwiczyć zgodnie z planem.
Nie wystarczy jeść zdrowo – każdy posiłek musi być „idealny”.
Nie wystarczy wyglądać dobrze – sylwetka powinna być jeszcze lepsza.
Problem w tym, że perfekcja nie ma mety. Zawsze można zrobić więcej, jeść „czyściej”, mieć niższy poziom tkanki tłuszczowej, podnieść większy ciężar albo osiągnąć kolejny cel.
W efekcie coś, co początkowo miało poprawić jakość życia, może zacząć ją ograniczać.
Instagram też ma w tym swój udział
Media społecznościowe nie są jedyną przyczyną problemów z obrazem ciała czy zaburzeń odżywiania. Mogą jednak wzmacniać określone schematy myślenia.
Przewijając telefon, możemy w ciągu kilku minut zobaczyć:
idealną sylwetkę,
„zdrowe” śniadanie,
trening o 5:00 rano,
metamorfozę ciała,
plan dietetyczny,
poradę dotyczącą suplementacji,
a chwilę później kolejną osobę pokazującą, jak wygląda jej „dzień bez cukru”.
Problem polega na tym, że oglądamy przede wszystkim wycinek czyjegoś życia, często starannie wybrany i estetycznie przygotowany.
Badania pokazują, że częstsze porównywanie swojego wyglądu z innymi użytkownikami mediów społecznościowych wiąże się z większymi obawami dotyczącymi obrazu ciała i objawami problematycznych zachowań związanych z jedzeniem. W jednej z metaanaliz obejmującej 83 badania i ponad 55 tys. uczestników wykazano istotny związek między nasilonym porównywaniem się w sieci a problemami z obrazem własnego ciała oraz objawami zaburzeń odżywiania.
Nowszy przegląd badań dotyczący mediów społecznościowych i ortoreksji wskazuje natomiast, że szczególnie treści związane z odżywianiem, szczupłością i ćwiczeniami były powiązane z większym nasileniem objawów ortoreksyjnych. Autorzy podkreślają jednak, że większość analizowanych badań miała charakter przekrojowy, dlatego nie można na ich podstawie stwierdzić, że social media bezpośrednio powodują ortoreksję.
„Fit” nie musi oznaczać „zdrowiej”
Jedną z największych pułapek współczesnej kultury fitness jest utożsamianie wyglądu z kondycją zdrowotną.
Szczupła osoba nie musi być zdrowa.
Umięśniona osoba nie musi być zdrowa.
Osoba z perfekcyjnie zaplanowaną dietą nie musi być zdrowa.
I odwrotnie – zdrowie nie zawsze wygląda jak zdjęcie z kampanii fitness.
Zdrowie obejmuje również sen, relacje społeczne, zdrowie psychiczne, zdolność do odpoczynku, elastyczność zachowań i możliwość czerpania przyjemności z jedzenia oraz ruchu.
Jeśli dieta jest perfekcyjna, ale człowiek boi się wyjść z przyjaciółmi na pizzę, trudno mówić o pełnym dobrostanie.
Jeśli trening jest wzorowy, ale nie można zrobić dnia wolnego bez poczucia winy, coś zaczyna wymykać się spod kontroli.
7 sygnałów, że dbanie o zdrowie może poszło za daleko
Nie istnieje jedna prosta granica, która pozwala powiedzieć: „od tego momentu zaczyna się obsesja”. Warto jednak zwrócić uwagę na kilka sygnałów ostrzegawczych:
1. Zasady żywieniowe stają się coraz bardziej restrykcyjne.
Lista produktów, których „nie wolno” jeść, systematycznie się wydłuża.
2. Odstępstwo od diety powoduje silne poczucie winy.
Jeden deser czy spontaniczny posiłek uruchamia potrzebę „odpracowania” go.
3. Trening odbywa się mimo choroby, kontuzji lub skrajnego zmęczenia.
4. Całe życie zaczyna być podporządkowane zdrowemu stylowi życia.
Posiłki, treningi i regeneracja utrudniają spotkania, podróże czy życie rodzinne.
5. Wartość własna zależy od wyglądu lub wyników.
Dobry trening oznacza „jestem super”, a słabszy dzień – „jestem beznadziejny”.
6. Coraz częściej porównujesz swoje ciało z osobami z internetu.
7. Nie potrafisz odpuścić.
To prawdopodobnie jeden z najważniejszych sygnałów. Zdrowy styl życia powinien zostawiać przestrzeń na spontaniczność.
Zdrowie potrzebuje elastyczności
Być może najbardziej paradoksalną rzeczą w zdrowym stylu życia jest to, że nie powinien być perfekcyjny.
Można czasem zjeść pizzę.
Można przespać trening.
Można mieć dzień bez liczenia kalorii.
Można wyjechać na weekend i nie wiedzieć, ile kroków zrobi się danego dnia.
Można odpocząć.
Można nie wyglądać jak osoba z Instagrama.
I można nadal dbać o swoje zdrowie.
Właśnie możliwość odejścia od planu bez poczucia, że wszystko zostało zrujnowane, może być ważnym elementem zdrowej relacji z jedzeniem, ruchem i własnym ciałem.
Kiedy warto poszukać pomocy?
Jeżeli myśli dotyczące jedzenia, treningu lub wyglądu zajmują coraz więcej czasu, powodują silny lęk albo zaczynają wpływać na relacje, pracę czy codzienne funkcjonowanie, warto porozmawiać ze specjalistą – psychologiem, psychoterapeutą lub lekarzem.
Nie trzeba czekać, aż problem stanie się „wystarczająco poważny”.
Zdrowie nie powinno wymagać od nas rezygnacji z normalnego życia.
Bo być może najzdrowszym podejściem nie jest pytanie: „Jak mogę robić to jeszcze lepiej?”, ale czasem: „Czy moje dbanie o siebie nadal sprawia, że moje życie jest lepsze?”