Zima sprzyja samotności
Miesiące zimowe naturalnie ograniczają naszą aktywność społeczną. Chętniej zostajemy w domu, wybieramy koc, serial i ciszę zamiast spotkań. Dla osób żyjących w bliskich relacjach rodzinnych nie jest to problemem. Ale co z tymi, którzy mieszkają sami? Singlami, osobami po rozstaniach, tymi, którym po prostu zaczyna brakować rozmowy, obecności i zwykłego „bycia z kimś”.
Warto sobie uświadomić, że żadna forma kontaktu online – nawet wideorozmowa – nie jest w stanie w pełni zastąpić spotkania twarzą w twarz. Bezpośrednia obecność drugiego człowieka działa na nasz organizm w sposób, którego technologia nie potrafi odtworzyć.
– Kontakt bezpośredni nie jest luksusem, lecz biologiczną potrzebą – podkreśla Jakub B. Bączek. – Człowiek od zawsze funkcjonował w grupie. Choć dziś jesteśmy bardziej samodzielni niż kiedykolwiek, nasze ciała i psychika wciąż reagują na bliskość w ten sam sposób. Kluczową rolę odgrywa tu oksytocyna – hormon więzi i poczucia bezpieczeństwa. Jej długotrwały niedobór może prowadzić do obniżonego nastroju, a nawet depresji.
Oksytocyna – hormon, który naprawdę działa
Oksytocyna bywa nazywana hormonem szczęścia i bliskości – nie bez powodu. To ona sprawia, że czujemy spokój, ulgę, sens i emocjonalne połączenie z innymi. Co ważne, jej wydzielanie nie wymaga wielkich wysiłków.
– Wystarczy prosty gest, jak przytulenie – mówi trener mentalny. – To jedna z najłatwiejszych i najbardziej naturalnych metod poprawy samopoczucia.
Według znanej terapeutki Virginii Satir do funkcjonowania potrzebujemy czterech uścisków dziennie, do zachowania zdrowia – ośmiu, a do rozwoju – nawet dwunastu. Każdy z nich powinien trwać minimum 20 sekund i być autentyczny.
Nie chodzi jednak o obsesyjne liczenie przytuleń czy przekraczanie cudzych granic. Sedno tkwi w zmianie priorytetów. Praca, forma fizyczna, dieta i cele są ważne – ale nie ważniejsze niż relacje. Potrzeba bliskości jest zapisana w naszym „kodzie”, dlatego nie warto z nią walczyć.
Media społecznościowe nie dają bliskości
Wraz z początkiem 2026 roku obserwujemy kolejny niepokojący trend związany z rozwojem AI i mediów społecznościowych. Coraz łatwiej manipulować wizerunkiem drugiego człowieka, przekraczać granice prywatności i budować iluzję relacji, które w rzeczywistości nie istnieją.
Od lat widzimy, jak internetowe „kontakty” wypierają te realne – szczególnie wśród młodych osób. Zamiast rozmów twarzą w twarz pojawiają się grupy na komunikatorach, presja, hejt i cyberprzemoc. Mózg dzieci i nastolatków wciąż się rozwija, a brak prawdziwej uwagi i obecności dorosłych ma realne konsekwencje.
– Technologia rozwija się szybciej niż regulacje i nasza świadomość – zauważa Jakub B. Bączek. – Dlatego to my musimy nauczyć się stawiać granice. Jeśli nie zaczniemy odkładać telefonów i wybierać ludzi zamiast ekranów, możemy stracić coś, czego nie da się później odbudować.
Przytul także… siebie
Bliskość z innymi to jednak dopiero drugi krok. Pierwszym jest relacja z samym sobą. Czułość, życzliwość i uważność wobec własnych potrzeb to fundament zdrowia psychicznego.
– Jeśli jesteś zmęczony, odpocznij. Jeśli nie masz ochoty na spotkanie, zostań w domu. Jeśli wolisz spędzić czas z kilkoma bliskimi osobami zamiast na dużym rodzinnym zjeździe – to w porządku – podkreśla trener.
Choć brzmi to banalnie, badania pokazują, że wciąż mamy trudność z szanowaniem własnych emocji. Wychowani w kulturze „twardości” i nadmiernych wymagań, zapomnieliśmy, że empatia wobec siebie nie jest słabością.
Przytulenie samego siebie oznacza akceptację, wyrozumiałość i docenienie tego, kim jesteśmy. Tak łatwo okazujemy ciepło innym – dlaczego więc nie sobie?
Mały gest, wielka zmiana
Zmiana już się zaczyna. Coraz więcej mówimy o emocjach, dobrostanie psychicznym i granicach. Uczymy się empatii i szukamy równowagi między troską o innych a troską o siebie.
Dlatego nie tylko w Międzynarodowy Dzień Przytulania, ale każdego dnia – spróbujmy być bliżej. Odłóżmy telefon. Złapmy kogoś za rękę. Uściśnijmy. I nie zapomnijmy o sobie.